5 miesiąca 2 garści malin (wyjaśnienie w przepisie).
Sposób przyrządzenia
Wiśnie myjemy, na dno słoika wrzucamy ich tyle, żeby przykryły dno, z reszty usuwamy pestki i też wrzucamy do słoika. Mieszamy wódkę ze spirytusem i wlewamy do słoika, tak żeby dokładnie przykryć owoce. Zakręcamy słoik i zostawiamy na 1,5 miesiąca, mniej więcej co 3 dni trzeba delikatnie poruszać słoikiem, tak żeby zawartość się przemieszała. Po 1,5 miesiąca ostrożnie odcedzamy owoce, płyn zlewamy do osobnego słoika, zakręcamy i odstawiamy w zacienione miejsce. Na razie nie pijemy, płyn nie jest zbyt smaczny i mocny jak sto diabłów. Owoce wrzucamy z powrotem do dużego słoika, zasypując je cukrem, tak jak zasypuje się owoce przy robieniu soku, czyli warstwa owoców - posypujemy cukrem, warstwa owoców - posypujemy cukrem itd. Niekoniecznie musimy zużyć cały kilogram cukru, ale nie mniej niż 0,5, chodzi o to, żeby owoce uwolniły z siebie sok i wchłonięty wcześniej alkohol. Jeśli wiśnie były bardzo słodkie, nie należy przesadzać z cukrem, bo wiśniówka wyjdzie za słodka. Między warstwy owoców wrzucamy goździki, miód i maliny. Tak przygotowane zakręcamy i odkładamy na miesiąc, najlepiej w jakieś ciepłe miejsce, ale nie przy kaloryferze. Po miesiącu płyn zlewamy i łączymy z poprzednim zlewem, mieszamy, wlewamy do dużego słoika i odkładamy jeszcze na kilka dni do odstania. Po tym czasie wiśniówka powinna być przejrzysta pod światło, a na dnie osadza się lekki muł z owoców, im go mniej, tym lepiej. Delikatnie zlewamy przejrzystą część do jednego naczynia i mulastą do drugiego. Pierwszą próbujemy, jeśli trzeba, można dodać jeszcze odrobinę miodu, lub jeśli jest zbyt mdła - wódki. Zamuloną wiśniówkę odcedzamy przez watę włożoną do lejka, jest to dość żmudne zajęcie i często trzeba wymieniać watę, ale bardzo poprawia smak napoju.